<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Łuczewski: Zabiliśmy Mesjasza (wersja rozszerzona)</title>
	<atom:link href="http://44.org.pl/2009/02/07/luczewski-zabilismy-mesjasza-wersja-rozszerzona/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://44.org.pl/2009/02/07/luczewski-zabilismy-mesjasza-wersja-rozszerzona/</link>
	<description>Magazyn Apokaliptyczny</description>
	<lastBuildDate>Tue, 17 Jan 2012 10:33:29 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: tomek f.</title>
		<link>http://44.org.pl/2009/02/07/luczewski-zabilismy-mesjasza-wersja-rozszerzona/comment-page-1/#comment-1181</link>
		<dc:creator>tomek f.</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 26 Apr 2009 07:05:25 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://44.org.pl/?p=827#comment-1181</guid>
		<description>Pytanie tylko jedno postawię, 
czy ta lawa, o której pisze wspaniane Mickiewicz to nie jest przypadkiem yakie &quot;zwykłe życie&quot;, proste:
dom, rodzina, praca, dzieciaki, weekend w kinie itd.

Dlaczego wciaż &quot;mesjanisci&quot; ( tak ich ochrzczę), każą nam upatrywać w najmniejszym nawet wydarzeniu historycznym kamyczka rzuconego raz na szalę Dobra, a raz na szalę Zła?

Czy przypadkiem kult klęski usprawiedliwionej ( wszystkie powstania oprócz Wielkopolskiego - ciekawe, co o nim napisałby Rymkiewicz - może że to Niemcy przebrani za Polaków je wygrali?)
nie stał się takim bałwanem, którego czcić trzeba na co dzień i zamiast pokurować działania konstruktywne ( vide oświeceniowi i pozytywistyczni intelektualiści, upraszczając oczywiscie), przekuwać modlitwą i postem nasze niedomagania na &quot;widmowe&quot; sukcesy?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Pytanie tylko jedno postawię,<br />
czy ta lawa, o której pisze wspaniane Mickiewicz to nie jest przypadkiem yakie &#8222;zwykłe życie&#8221;, proste:<br />
dom, rodzina, praca, dzieciaki, weekend w kinie itd.</p>
<p>Dlaczego wciaż &#8222;mesjanisci&#8221; ( tak ich ochrzczę), każą nam upatrywać w najmniejszym nawet wydarzeniu historycznym kamyczka rzuconego raz na szalę Dobra, a raz na szalę Zła?</p>
<p>Czy przypadkiem kult klęski usprawiedliwionej ( wszystkie powstania oprócz Wielkopolskiego &#8211; ciekawe, co o nim napisałby Rymkiewicz &#8211; może że to Niemcy przebrani za Polaków je wygrali?)<br />
nie stał się takim bałwanem, którego czcić trzeba na co dzień i zamiast pokurować działania konstruktywne ( vide oświeceniowi i pozytywistyczni intelektualiści, upraszczając oczywiscie), przekuwać modlitwą i postem nasze niedomagania na &#8222;widmowe&#8221; sukcesy?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Bolbeck</title>
		<link>http://44.org.pl/2009/02/07/luczewski-zabilismy-mesjasza-wersja-rozszerzona/comment-page-1/#comment-985</link>
		<dc:creator>Bolbeck</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 21 Mar 2009 08:08:50 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://44.org.pl/?p=827#comment-985</guid>
		<description>Czy Polska jest dziełem Ducha? Może i jest. Polskę odnajdziemy też w historii, którą wypełniają wydarzenia znaczące i nieznaczące, wielkie i małe, chwalebne i wstydliwe, w nich objawiło się zmaganie dobra ze złem. Polska jest określona granicami duszy, choćby jej szukać pod zakładką gorseta Panny Młodej, ale ma granice w Zgorzelcu, w Medyce i jeszcze kilku innych miejscach. Różne granice miewała przez wieki, ale jeśli istniała, to miała granice. Ba? jak nie istniała, to też miała granice. Kiedy w 1910 roku na krakowskim rynku odbywały się obchody rocznicy Grunwaldu, to nikt nie mawiał, że Polacy przyjechali z trzech zaborów; mówiło się, że przyjechali z całej Polski. Oczywistym było gdzie Polska jest na planecie, a gdzie nie.

Polska ma duszę anielską, ale jak każdy ? również pokusy, którym ulega, ma ciemną stronę natury, ma grzechy. Ma przywódców, którzy wyzwalają anielskość duszy, ma też takich, którzy ulegają podszeptom złego i na manowce próbują ją prowadzić. Jest niedoskonała jak każdy człowiek, jak każdy naród, jak każdy święty.

Ogłoszono utratę duszy. Ogłoszono koniec historii, zatratę mesjanizmu, ogłoszono koniec wspólnoty mesjańskiej, która jest zdolna gromadzić się gdzieś wokół kogoś, aby? no właśnie po co? Aby świat z posad ruszać. Wiele rzeczy ogłaszano. Koniec historii, a i nadchodzący koniec świata też już po kilka razy. 

Autor twierdzi, że kto wierzy w mesjanizm Polski, ten ma ducha, kto nie - to nie ma. Mamy więc słuszną, żeby nie rzec &quot;jedynie słuszną&quot; interpretację, co jest duchem, co nie. Tylko może są tacy, którzy ducha polskiego inaczej postrzegają, inaczej definiują. Zatrzymam się jednak nad mesjanistycznym widzeniem polskiego ducha.

Polski mesjanizm pojawił się w czasach świetności Rzeczypospolitej. Wespazjan Kochowski upatrywał go w roli przedmurza chrześcijaństwa, a współczesne mu zwycięstwo pod Wiedniem było koronnym argumentem na szczególną rolę Polski w Europie, a może i w świecie. Był to więc mesjanizm podobny do wyobrażenia roli Mesjasza, jakie miano przed nadejściem Jezusa z Nazaretu. Ot? będzie taki, który tupnie nogą i legiony w popłochu uciekną do Italii, ludy okoliczne też nie podniosą głów wobec wybranego narodu, a właściwie Narodu Wybranego. I cóż? W pierwszym wieku Mesjasz się pojawił, ale z legionami rzymskimi nie walczył i niewielu go rozpoznało. W wieku siedemnastym pan Wespazjan też nie widział, że śmierć Mesjasza Narodów się zbliża, nie wyczuwał tego, co stanie się za około sto lat. Analizując historię, szczególnej relacji z Bogiem poeta dopatrywał się w opiece Opatrzności w czasie zwycięskich wojen, a kiedy powodzenia polskie wojska nie miały, przypisywał klęski gniewowi Bożemu. Mimo mesjanizmu, poeta widział wady narodowe i je piętnował.

I stało się. Polska straciła niepodległość. Zabito, ukrzyżowano Mesjasza Narodów. Nastała Wielka Sobota dziejów, kiedy to Zbawiciel Europy leży w grobie. Kiedy Polska traciła niepodległość utyskiwano na zatratę i duszy, i ciała. Szukano winnych, szukano rozwiązań. Byli wielcy przywódcy, ale byli i mali. Prymas był agentem wroga. Król przystąpił do targowicy. A Polska? Polska została w tym czasie Mesjaszem nowotestamentowym.

Wybuchł mesjanizm romantyczny. W Polsce zobaczono Mesjasza zwyciężonego, który ma zmartwychwstać. Ale czy widziano go jako twór idealny, twór bez skazy, bez grzechu? Nie. Mesjanista biskup Woronicz również upatrywał przyczyn upadku w wadach narodowych: 
&quot;Więc gdy nie możesz karać bez przyczyny,
Los nasz musi być płodem własnej winy&quot;
A mimo tego nawoływał:
&quot;Kości spróchniałe! powstańcie z mogiły
Przywdziejcie ducha i ciało, i siły!&quot;

Wieszcz Juliusz pisał o więzieniu polskiej duszy w czerepie rubasznym, co powodowało, że kat ciało rąbał. Czerep duszy istniał mimo złożenia ciała do grobu. A mimo tego wieszcz zawołał: Polska Winkelriedem Narodów (to, że nie Mesjaszem wynikało z konieczności zajęcia stanowiska innego niż wieszcz Adam, ale specjalne miejsce wśród narodów Juliusz Polsce też wyznaczył ? zostawmy tu jednak niesnaski między wieszczami).

A wieszcz Adam? To właśnie on najpełniej przedstawił koncepcję mesjanizmu romantycznego, to on nadał jej ponadczasowy charakter. Adamowa Polska-Mesjasz ukrzyżowany obejmuje ramionami całą Europę. Idealny i bezgrzeszny to naród-Mesjasz? Nie. Tekst głosi:
&quot;Patrzcie, cóż my tu poczniem, patrzcie, przyjaciele,
Otóż to jacy stoją na narodu czele,
[?]
Powiedz raczej: na wierzchu. Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.&quot;

Czerep, skorupa i inne plugastwa nie tylko nie zabiły duszy polskiej, ale nawet jakoś ją wzmocniły, w pewnym stopniu podsyciły wewnętrzny ogień.

Jeszcze później, kiedy ?wybuchła? Polska, wielu było zawiedzionych, że życie codzienne jest tak odległe od ideałów domów ze szkła. I strzelano do prezydenta, i dokonywano zamachów stanu. Wieszczono, że Bigda idzie. Jeden z premierów odrodzonej Polski zajmował się nawet wiejskimi wychodkami. Bigda przyszedł albo nie, a dusza pozostała. Jak bardzo pozostała, to niewiele później było można zobaczyć na wielu frontach i na straceńczych barykadach.

I kiedy barykady padły, znów można było szukać końca, zatraty, oddania duszy we władanie komuś obcemu, następcy kata z adamowego dramatu, komuś kto jednak nie zawsze był spoza anielskiego narodu. Ale ani zaborcy duszy, ani mała stabilizacja, ani jakieś wielkie zrywy za kredyty, ani wojsko na ulicach duszy nie zabiło. Przetrwała. Mesjańska i anielska. Aby zawsze i wciąż?

Teraz ma być podobno inaczej. Bo jakiś pan coś powiedział, bo się spiera, bo nie lubi innego pana, bo coś jeszcze? Nie. Nie jest inaczej. Może pojawiła się skorupa, na którą plwajmy. Tak. Skorupa się pojawiła.

W życiu społecznym, ale także prywatnym, ciągle spotykamy się z sacrum i profanum, ciągle te dwa pierwiastki się uzupełniają, walczą ze sobą, współistnieją i wykluczają. Stale miedzy nimi trwa napięcie, które jest z jednej strony nieuniknione, z drugiej twórcze, choć czasem może się wydawać, że destrukcyjne. Dodatkowo na świecie trwa walka dobra ze złem. Przejawia się ona również w dochodzeniu do głosu sił destrukcyjnych, głupich i podłych. Przejawia tak, jak w czasie kuszenia Syna Człowieczego na pustyni. Cały czas jest i pokusa, i różne konieczności, wynikające z dnia codziennego. I wychodki, i podłość, kłamstwo, prywata. Bywa, że zdrada. Ale czy z tego wniosek, że dusza została zatracona? Dusza narodu? Nie.

Czy Polska jest dziełem ducha? Czy jest Mesjaszem Narodów? Nie wiem. Nie umiem dociec. Wierzę, że Polska ma ? chyba podobnie jak inne narody ? jakąś rolę do spełnienia. Rolę ważną i pozytywną. Być może są narody, które mają w planie Bożym (albo, jak kto woli, w logice dziejów) rolę adwokata diabła. Tego też nie wiem, też nie umiem dociec. Mogę tylko wierzyć, że Polska nie diabelską, a anielską ma duszę. Tego właściwie jestem pewien. Wierzę, że jest Mesjaszem, a nie Winkelriedem, że jej losem nie jest zginąć, aby swoim ciałem innym dać szczebel do chwały, ale że jak Mesjasz zawsze zmartwychwstanie, jeżeli przyjdzie jej polec. Zmartwychwstanie, jak dotąd zmartwychwstawała. Ale jeszcze głębiej wierzę, że już nie polegnie. Kiedy Syn Człowieczy zmartwychwstał, to nadal świat prowadził i prowadzi, nadal trwa Jego mesjańska rola. Więc może i Polska więcej krzyża nie doświadczy, jeśli jest Mesjaszem?

Autor artykułu spodziewa się dzięki mesjanizmowi ruszyć z posad bryłę świata. No, nie on jeden. Taki ruszony z posad świat będzie współczesnym edenem, krainą szczęśliwości wszelkiej. A jak będzie wyglądać? Odpowiedź na to pytanie jest trudniejsza. Platon w  swoim idealnym państwie proponował, żeby nawet instrumenty muzyczne selekcjonować i dopuszczać do użytku tylko niektóre, te o pięknej barwie dźwięku. Były i inne koncepcje. A to Żydów nie chciano w krainie szczęśliwości, a to kułaków. Kiedyś nawet Mesjasza na świecie nie chciano. Nie pasował. Ja rezygnuję z takiego świata raz wykreowanego jako ziemska kraina szczęśliwości.

Mesjanizm nie jest pomysłem na to jak świat zmienić jednym aktem (ot? punkt podparcia i świat jest już w nowym miejscu), ale jak go zmieniać stale i wciąż. Nie wierzę w efekt, jakiego od siły fatalnej, która po nim pozostała oczekuje jeden z wieszczów. Juliusz zakłada, że siła będzie gnieść aż przerobi w aniołów w pewnym momencie. Tryb dokonany. Kiedyś cyk ? przybyło aniołów. Nic z tego. Siła powinna gnieść i gnieść, przerabiać i czynić bardziej anielskimi nieustannie i zawsze, aż do końca świata. Przesłanie mesjańskie, siła fatalna i dobro oddziałują i zmieniają. Czasem trudno dostrzec, że coś się zmieniło. Ale się zmieniło i zmienia.

Antymesjasze? Syna Człowieczego też ukrzyżowali antymesjasze, a później próbowali pilnować, żeby nie zmartwychwstał. Wymyślili też historię o kradzieży zwłok, później kamienowali tych, którzy w Mesjasza uwierzyli. A On zmartwychwstał i żyje. Można ogłaszać co kto chce: kradzieże, końce historii, końce paradygmatów i końce sensów wszelkich. To tylko propaganda (anty)sukcesu.

Instytucjonalizacja ducha? To przecież niemożliwe. Nie w instytucjach, choćby najlepszych, mieści się duch. Autor artykułu źle wybrał miejsce poszukiwań. Przeszukuje skorupę, a nie głębię. 

Czy wszystko to znaczy, że jest idealnie? Czy znaczy to, że nie ma nic do zrobienia? Myślę, że nie znaczy. Przesłanie mesjańskie i siła fatalna powinny działać. Zawsze i wciąż. Myślę, że działają. Nie działają albo działają zbyt słabo? Czy zgasiliśmy ducha? Nie. Nie można skutecznie zabić Mesjasza. Duch może przygasł zmęczony dwoma wiekami wybuchów, ale duch żyje. Nie wiem, czy Polska jest Mesjaszem Narodów, ale jeżeli tak jest, to nie może, zwyczajnie nie może, być inaczej.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Czy Polska jest dziełem Ducha? Może i jest. Polskę odnajdziemy też w historii, którą wypełniają wydarzenia znaczące i nieznaczące, wielkie i małe, chwalebne i wstydliwe, w nich objawiło się zmaganie dobra ze złem. Polska jest określona granicami duszy, choćby jej szukać pod zakładką gorseta Panny Młodej, ale ma granice w Zgorzelcu, w Medyce i jeszcze kilku innych miejscach. Różne granice miewała przez wieki, ale jeśli istniała, to miała granice. Ba? jak nie istniała, to też miała granice. Kiedy w 1910 roku na krakowskim rynku odbywały się obchody rocznicy Grunwaldu, to nikt nie mawiał, że Polacy przyjechali z trzech zaborów; mówiło się, że przyjechali z całej Polski. Oczywistym było gdzie Polska jest na planecie, a gdzie nie.</p>
<p>Polska ma duszę anielską, ale jak każdy ? również pokusy, którym ulega, ma ciemną stronę natury, ma grzechy. Ma przywódców, którzy wyzwalają anielskość duszy, ma też takich, którzy ulegają podszeptom złego i na manowce próbują ją prowadzić. Jest niedoskonała jak każdy człowiek, jak każdy naród, jak każdy święty.</p>
<p>Ogłoszono utratę duszy. Ogłoszono koniec historii, zatratę mesjanizmu, ogłoszono koniec wspólnoty mesjańskiej, która jest zdolna gromadzić się gdzieś wokół kogoś, aby? no właśnie po co? Aby świat z posad ruszać. Wiele rzeczy ogłaszano. Koniec historii, a i nadchodzący koniec świata też już po kilka razy. </p>
<p>Autor twierdzi, że kto wierzy w mesjanizm Polski, ten ma ducha, kto nie &#8211; to nie ma. Mamy więc słuszną, żeby nie rzec &#8222;jedynie słuszną&#8221; interpretację, co jest duchem, co nie. Tylko może są tacy, którzy ducha polskiego inaczej postrzegają, inaczej definiują. Zatrzymam się jednak nad mesjanistycznym widzeniem polskiego ducha.</p>
<p>Polski mesjanizm pojawił się w czasach świetności Rzeczypospolitej. Wespazjan Kochowski upatrywał go w roli przedmurza chrześcijaństwa, a współczesne mu zwycięstwo pod Wiedniem było koronnym argumentem na szczególną rolę Polski w Europie, a może i w świecie. Był to więc mesjanizm podobny do wyobrażenia roli Mesjasza, jakie miano przed nadejściem Jezusa z Nazaretu. Ot? będzie taki, który tupnie nogą i legiony w popłochu uciekną do Italii, ludy okoliczne też nie podniosą głów wobec wybranego narodu, a właściwie Narodu Wybranego. I cóż? W pierwszym wieku Mesjasz się pojawił, ale z legionami rzymskimi nie walczył i niewielu go rozpoznało. W wieku siedemnastym pan Wespazjan też nie widział, że śmierć Mesjasza Narodów się zbliża, nie wyczuwał tego, co stanie się za około sto lat. Analizując historię, szczególnej relacji z Bogiem poeta dopatrywał się w opiece Opatrzności w czasie zwycięskich wojen, a kiedy powodzenia polskie wojska nie miały, przypisywał klęski gniewowi Bożemu. Mimo mesjanizmu, poeta widział wady narodowe i je piętnował.</p>
<p>I stało się. Polska straciła niepodległość. Zabito, ukrzyżowano Mesjasza Narodów. Nastała Wielka Sobota dziejów, kiedy to Zbawiciel Europy leży w grobie. Kiedy Polska traciła niepodległość utyskiwano na zatratę i duszy, i ciała. Szukano winnych, szukano rozwiązań. Byli wielcy przywódcy, ale byli i mali. Prymas był agentem wroga. Król przystąpił do targowicy. A Polska? Polska została w tym czasie Mesjaszem nowotestamentowym.</p>
<p>Wybuchł mesjanizm romantyczny. W Polsce zobaczono Mesjasza zwyciężonego, który ma zmartwychwstać. Ale czy widziano go jako twór idealny, twór bez skazy, bez grzechu? Nie. Mesjanista biskup Woronicz również upatrywał przyczyn upadku w wadach narodowych:<br />
&#8222;Więc gdy nie możesz karać bez przyczyny,<br />
Los nasz musi być płodem własnej winy&#8221;<br />
A mimo tego nawoływał:<br />
&#8222;Kości spróchniałe! powstańcie z mogiły<br />
Przywdziejcie ducha i ciało, i siły!&#8221;</p>
<p>Wieszcz Juliusz pisał o więzieniu polskiej duszy w czerepie rubasznym, co powodowało, że kat ciało rąbał. Czerep duszy istniał mimo złożenia ciała do grobu. A mimo tego wieszcz zawołał: Polska Winkelriedem Narodów (to, że nie Mesjaszem wynikało z konieczności zajęcia stanowiska innego niż wieszcz Adam, ale specjalne miejsce wśród narodów Juliusz Polsce też wyznaczył ? zostawmy tu jednak niesnaski między wieszczami).</p>
<p>A wieszcz Adam? To właśnie on najpełniej przedstawił koncepcję mesjanizmu romantycznego, to on nadał jej ponadczasowy charakter. Adamowa Polska-Mesjasz ukrzyżowany obejmuje ramionami całą Europę. Idealny i bezgrzeszny to naród-Mesjasz? Nie. Tekst głosi:<br />
&#8222;Patrzcie, cóż my tu poczniem, patrzcie, przyjaciele,<br />
Otóż to jacy stoją na narodu czele,<br />
[?]<br />
Powiedz raczej: na wierzchu. Nasz naród jak lawa,<br />
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,<br />
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;<br />
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.&#8221;</p>
<p>Czerep, skorupa i inne plugastwa nie tylko nie zabiły duszy polskiej, ale nawet jakoś ją wzmocniły, w pewnym stopniu podsyciły wewnętrzny ogień.</p>
<p>Jeszcze później, kiedy ?wybuchła? Polska, wielu było zawiedzionych, że życie codzienne jest tak odległe od ideałów domów ze szkła. I strzelano do prezydenta, i dokonywano zamachów stanu. Wieszczono, że Bigda idzie. Jeden z premierów odrodzonej Polski zajmował się nawet wiejskimi wychodkami. Bigda przyszedł albo nie, a dusza pozostała. Jak bardzo pozostała, to niewiele później było można zobaczyć na wielu frontach i na straceńczych barykadach.</p>
<p>I kiedy barykady padły, znów można było szukać końca, zatraty, oddania duszy we władanie komuś obcemu, następcy kata z adamowego dramatu, komuś kto jednak nie zawsze był spoza anielskiego narodu. Ale ani zaborcy duszy, ani mała stabilizacja, ani jakieś wielkie zrywy za kredyty, ani wojsko na ulicach duszy nie zabiło. Przetrwała. Mesjańska i anielska. Aby zawsze i wciąż?</p>
<p>Teraz ma być podobno inaczej. Bo jakiś pan coś powiedział, bo się spiera, bo nie lubi innego pana, bo coś jeszcze? Nie. Nie jest inaczej. Może pojawiła się skorupa, na którą plwajmy. Tak. Skorupa się pojawiła.</p>
<p>W życiu społecznym, ale także prywatnym, ciągle spotykamy się z sacrum i profanum, ciągle te dwa pierwiastki się uzupełniają, walczą ze sobą, współistnieją i wykluczają. Stale miedzy nimi trwa napięcie, które jest z jednej strony nieuniknione, z drugiej twórcze, choć czasem może się wydawać, że destrukcyjne. Dodatkowo na świecie trwa walka dobra ze złem. Przejawia się ona również w dochodzeniu do głosu sił destrukcyjnych, głupich i podłych. Przejawia tak, jak w czasie kuszenia Syna Człowieczego na pustyni. Cały czas jest i pokusa, i różne konieczności, wynikające z dnia codziennego. I wychodki, i podłość, kłamstwo, prywata. Bywa, że zdrada. Ale czy z tego wniosek, że dusza została zatracona? Dusza narodu? Nie.</p>
<p>Czy Polska jest dziełem ducha? Czy jest Mesjaszem Narodów? Nie wiem. Nie umiem dociec. Wierzę, że Polska ma ? chyba podobnie jak inne narody ? jakąś rolę do spełnienia. Rolę ważną i pozytywną. Być może są narody, które mają w planie Bożym (albo, jak kto woli, w logice dziejów) rolę adwokata diabła. Tego też nie wiem, też nie umiem dociec. Mogę tylko wierzyć, że Polska nie diabelską, a anielską ma duszę. Tego właściwie jestem pewien. Wierzę, że jest Mesjaszem, a nie Winkelriedem, że jej losem nie jest zginąć, aby swoim ciałem innym dać szczebel do chwały, ale że jak Mesjasz zawsze zmartwychwstanie, jeżeli przyjdzie jej polec. Zmartwychwstanie, jak dotąd zmartwychwstawała. Ale jeszcze głębiej wierzę, że już nie polegnie. Kiedy Syn Człowieczy zmartwychwstał, to nadal świat prowadził i prowadzi, nadal trwa Jego mesjańska rola. Więc może i Polska więcej krzyża nie doświadczy, jeśli jest Mesjaszem?</p>
<p>Autor artykułu spodziewa się dzięki mesjanizmowi ruszyć z posad bryłę świata. No, nie on jeden. Taki ruszony z posad świat będzie współczesnym edenem, krainą szczęśliwości wszelkiej. A jak będzie wyglądać? Odpowiedź na to pytanie jest trudniejsza. Platon w  swoim idealnym państwie proponował, żeby nawet instrumenty muzyczne selekcjonować i dopuszczać do użytku tylko niektóre, te o pięknej barwie dźwięku. Były i inne koncepcje. A to Żydów nie chciano w krainie szczęśliwości, a to kułaków. Kiedyś nawet Mesjasza na świecie nie chciano. Nie pasował. Ja rezygnuję z takiego świata raz wykreowanego jako ziemska kraina szczęśliwości.</p>
<p>Mesjanizm nie jest pomysłem na to jak świat zmienić jednym aktem (ot? punkt podparcia i świat jest już w nowym miejscu), ale jak go zmieniać stale i wciąż. Nie wierzę w efekt, jakiego od siły fatalnej, która po nim pozostała oczekuje jeden z wieszczów. Juliusz zakłada, że siła będzie gnieść aż przerobi w aniołów w pewnym momencie. Tryb dokonany. Kiedyś cyk ? przybyło aniołów. Nic z tego. Siła powinna gnieść i gnieść, przerabiać i czynić bardziej anielskimi nieustannie i zawsze, aż do końca świata. Przesłanie mesjańskie, siła fatalna i dobro oddziałują i zmieniają. Czasem trudno dostrzec, że coś się zmieniło. Ale się zmieniło i zmienia.</p>
<p>Antymesjasze? Syna Człowieczego też ukrzyżowali antymesjasze, a później próbowali pilnować, żeby nie zmartwychwstał. Wymyślili też historię o kradzieży zwłok, później kamienowali tych, którzy w Mesjasza uwierzyli. A On zmartwychwstał i żyje. Można ogłaszać co kto chce: kradzieże, końce historii, końce paradygmatów i końce sensów wszelkich. To tylko propaganda (anty)sukcesu.</p>
<p>Instytucjonalizacja ducha? To przecież niemożliwe. Nie w instytucjach, choćby najlepszych, mieści się duch. Autor artykułu źle wybrał miejsce poszukiwań. Przeszukuje skorupę, a nie głębię. </p>
<p>Czy wszystko to znaczy, że jest idealnie? Czy znaczy to, że nie ma nic do zrobienia? Myślę, że nie znaczy. Przesłanie mesjańskie i siła fatalna powinny działać. Zawsze i wciąż. Myślę, że działają. Nie działają albo działają zbyt słabo? Czy zgasiliśmy ducha? Nie. Nie można skutecznie zabić Mesjasza. Duch może przygasł zmęczony dwoma wiekami wybuchów, ale duch żyje. Nie wiem, czy Polska jest Mesjaszem Narodów, ale jeżeli tak jest, to nie może, zwyczajnie nie może, być inaczej.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Łukasz</title>
		<link>http://44.org.pl/2009/02/07/luczewski-zabilismy-mesjasza-wersja-rozszerzona/comment-page-1/#comment-805</link>
		<dc:creator>Łukasz</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 09 Feb 2009 13:35:42 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://44.org.pl/?p=827#comment-805</guid>
		<description>Zabawne, pomyśleć by można że Polacy po to walczyli i ginęli, tworzyli z własnej krwi i flaków cudne historyczne freski by mógł je dziś podziwiać esteta jakim niewątpliwie jest Pan Rymkiewicz. Mam jednak wrażenie że o coś innego chodziło. Wolna Polska? Czy to już nic wam nie mówi? Spokój, dobrobyt i odrobina godności, której odmawiali nam wszyscy nasi wrogowie? Z tekstu wynika że chodziło o coś innego, bardzo niejasnego i co da się zrozumieć jedynie wtedy, gdy idzie się za charyzmatyczną jednostką - rozum nie ma tu nic do rzeczy - wspomnienie o której w zabawny sposób kojarzy mi się z innym artykułem - o antychrycie (link powyżej tego). Jeśli Polacy ginęli jedynie po to by lubieżni starcy, tacy jak Rymkiewicz mieli dziś z rozkoszą wspominać ich mękę - to wypada powiedzieć tylko - gloria victis - ci co zginęli niech się cieszą, a ci co przeżyli niech żałują że nie zginęli (i tak, jak dotąd żałowali). Do tego sprowadzają się tezy Rymkiewicza i mu podobnych którzy z, i tak nieźle skopanych Polaków, chcieliby uczynić wieczne historyczne widowisko, for their viewing pleasure.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Zabawne, pomyśleć by można że Polacy po to walczyli i ginęli, tworzyli z własnej krwi i flaków cudne historyczne freski by mógł je dziś podziwiać esteta jakim niewątpliwie jest Pan Rymkiewicz. Mam jednak wrażenie że o coś innego chodziło. Wolna Polska? Czy to już nic wam nie mówi? Spokój, dobrobyt i odrobina godności, której odmawiali nam wszyscy nasi wrogowie? Z tekstu wynika że chodziło o coś innego, bardzo niejasnego i co da się zrozumieć jedynie wtedy, gdy idzie się za charyzmatyczną jednostką &#8211; rozum nie ma tu nic do rzeczy &#8211; wspomnienie o której w zabawny sposób kojarzy mi się z innym artykułem &#8211; o antychrycie (link powyżej tego). Jeśli Polacy ginęli jedynie po to by lubieżni starcy, tacy jak Rymkiewicz mieli dziś z rozkoszą wspominać ich mękę &#8211; to wypada powiedzieć tylko &#8211; gloria victis &#8211; ci co zginęli niech się cieszą, a ci co przeżyli niech żałują że nie zginęli (i tak, jak dotąd żałowali). Do tego sprowadzają się tezy Rymkiewicza i mu podobnych którzy z, i tak nieźle skopanych Polaków, chcieliby uczynić wieczne historyczne widowisko, for their viewing pleasure.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

