Atmosfera żałoby narodowej po katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku wywarła olbrzymie wrażenie na publicystach z kręgu „Krytyki Politycznej”. W powodzi artykułów – poświęconych tematyce polskiego patriotyzmu i nacjonalizmu, martyrologii i romantyczności, katolicyzmu i „tanatyzmu” – znalazły się też głosy odnoszące się bezpośrednio do działalności środowiska „Czwórek”.
Sebastian Duda w tekście „Polski mesjanizm i nowa lewica” przytacza fragment jednej z poprzednich swoich publikacji: „U progu nowego wieku mesjanizmem na nowo zaczęli się w Polsce interesować młodzi inteligenci, szczególnie o prawicowej proweniencji. Pojawiły się hasła <odrodzenia mesjanizmu> i <neomesjanizmu>, których – dość mgliste – formy zaczęto pod koniec pierwszej dekady XXI stulecia głosić i opisywać na łamach <Teologii Politycznej> oraz <Czterdzieści i Cztery>. Czy owe ponowne pojawienie się mesjanistycznej refleksji powinno dziwić? Raczej nie. Mesjanizm to bowiem jeden z najtrwalszych tropów europejskiej myśli. Ma tendencję do nagłego odradzania się w najróżniejszych czasowych i społecznych kontekstach. I pewnie nawet powszechna sekularyzacja nie jest w stanie utrącić mu mocy. Co nie znaczy, że mesjanizmy postsekularne wolne będą od znany nam z historii szczególnych mesjanistycznych perwersji. [...] Mesjanizm jest zatem być może bardziej trwałą formą mentalną polskości niż się to wielu wydaje. Pytanie tylko, jaka będzie jego następna historyczna odsłona”.
I dodaje aktualny komentarz: „Nie mogłem przewidzieć, że mesjanizm po raz kolejny odsłoni się w polskich dziejach w sposób tak spektakularny. Po katastrofie samolotu prezydenckiego i najdłuższej żałobie narodowej w historii nowoczesnej Polski jego formy nie wydają się już tak mgliste, jak jeszcze miesiąc temu. Weszliśmy ponownie w stare, dobrze wyżłobione koleiny”.
Następnie zaś Duda stwierdza, że głos autorów „neomesjanistycznego programu grupy skupionej wokół pisma <Czterdzieści i Cztery>” niedawno jeszcze „zdawał się [...] dobiegać [...] jakby z innego świata. Teraz to się zmieniło”, i stawia kwestię, „czy modernizację można łączyć z mesjanizmem”. W konkluzji zaś deklaruje: „Nie miałbym nic przeciwko temu, by Polacy mogli stać się – i to w imię bliskiej im, zbiorowej, mesjanistycznej skłonności – świadkami pojednania, w którym nie tylko poczucie krzywdy, ale i wyznanie własnych win znajdzie swoje miejsce. I, by mając poczucie swego wybrania, potrafili <bronią sprawiedliwości> (znów ten św. Paweł! – por. Rz 6,15) uczynić ten kraj nowocześniejszym, lepszym i sprawiedliwszym. Mesjanizm polski, w którym stare, perwersyjne formy dekonstruowane byłyby pospołu przez chrześcijańską teologię i lewicową, modernizacyjną refleksję, jest w stanie, moim zdaniem, Polskę przemienić. Dlatego nie warto go zostawiać prawicowym radykałom”.
Z kolei Cezary Michalski, pisząc o „Realizmie magicznym peryferii”, sprowadza idee „Czwórek” do wymiaru psychopatologicznego partykularza: „Magiczny jest bez wątpienia mesjanizm peryferii, wyrażony najpełniej przez narodową żałobę po smoleńskiej tragedii, ale ja wolę dzisiejszy mesjanizm Skandynawów czy Niemców, wyrażający się w ciągle jeszcze trzymającym się jakoś systemie emerytalnym. Widziałem parę miesięcy temu w programie na telewizyjnej Jedynce Marka Horodniczego, redaktora naczelnego bardzo mesjanicznego i bardzo dumnego z polskiej peryferyjności pisma <44>. Horodniczy, przebrany – a jakże – za powstańca warszawskiego, z biało czerwoną opaską, z idiotycznym beretem na głowie, z plastikowym karabinem w dłoni, obiecywał obronić polskich emerytów przed eutanazją, którą <imitujący zachodnią cywilizację śmierci polscy liberałowie> zaraz tutaj wprowadzą. On ich przed tym wszystkim obroni, bo Polski nie uważa za niedorozwinięte cywilizacyjnie peryferia (<jak twierdzi Cezary Michalski>), ale za Chrystusa narodów i za miejsce pełne magii, której chyba jeden tylko Michalski nie widzi.
Pech chciał, że wróciłem wtedy akurat z samego serca <cywilizacji śmierci>, z Langwedocji i Katalonii. Widziałem tam osiemdziesięcioletnich emerytów – niemieckich, francuskich, a nawet hiszpańskich – podjeżdżających pod Pireneje lepszymi lub gorszymi samochodami, zdejmującymi z bagażników górskie rowery, bo wszyscy ci emeryci płci obojga, mimo naprawdę podeszłego wieku, wyglądali zdrowiej od naszych pięćdziesięciolatków. To nie była <cywilizacja śmierci>, to nie był nawet <liberalizm zmęczenia>, to był tryumf życia, to był mesjanizm zainwestowany w ustawodawstwo socjalne, w bardziej doinwestowaną służbę zdrowia, w autostrady i ciepłą wodę z kranu, w silniejsze państwo i bogatsze społeczeństwo. Cała ta rzekoma <cywilizacja śmierci> daje tym emerytom o tyle więcej życia, że żaden półobłąkany peryferyjny mesjasz z pisma <44> nie musi ich przed niczym bronić.
Ponieważ po powrocie do kraju dostałem grypy, poszedłem do rejonowej państwowej przychodni, gdzie zobaczyłem polskich emerytów, których Marek Horodniczy tak skutecznie obronił przed docierającą do nas z Zachodu <cywilizacją śmierci>. Nie mieli w sobie nawet śladu peryferyjnego realizmu magicznego, wyglądali jak paryscy bezrobotni włóczędzy, chociaż każdy z nich uzyskał wykształcenie w edukacyjnej utopii socjalizmu i przepracował całe życie w peryferyjnej fantazji uspołecznionej gospodarki PRL. Zawsze można ich nędzę zwalać na ostatnie dwadzieścia lat dzikiego peryferyjnego kapitalizmu, ale dla mnie to jest raczej ciągłość peryferyjnego zacofania i biedy, niemających w sobie żadnego romantyzmu, żadnej magii, no chyba że czarną”.





















07 maja 2010 o 18:26
to chyba jakowas histeryja antymesjanistyczna na łamach „KP” zapanowała… gość jednego z programów „Koniec końców”, Tomasz Piątek wchodzi w buty szyte przez CM: „Michalski twierdzi, że wszelka peryferyjność cywilizacyjna jest zła. Argument gombrowiczowski (że peryferyjność pozwala też na dystans i lepszą perspektywę) zostaje obalony argumentem takim, że sam Gombrowicz wyjechał w końcu z Argentyny do Francji (aczkolwiek między dziesięciomilionowym Buenos Aires a malutką mieściną w Prowansji, co tu jest Prowincją?). A zwolennicy Gombrowicza zostają zestawieni z niejakim Horodniczym, psychokatolikiem, który chce z bronią w ręku ratować polskich emerytów przed zachodnią cywilizacją śmierci i eutanazją. Dość ryzykowne zestawienie, powiedziałbym.
Ale niech tam. Chodzi o rzeczy jeszcze bardziej zasadnicze niż różnica między soft-nacjonalizmem kulturowym Gombrowicza, a pianą święconą na twarzy kato-szaleńca z ?Frondy?.”
Cekawym, czy jest to jedynie epizod, skądinąd zrozumiały wśród bezbożników, czy jednak trwałe drżenie wobec wizji utraty rządu dusz(!)?
Odpowiedz
07 maja 2010 o 19:01
Piątek to kacerz a nie bezbożnik!
Odpowiedz